niedziela, 06 listopada 2016
Prowizorka trenera Bekasa

Z niejakim zdziwieniem przyjęliśmy informację o zakończeniu współpracy klubu z DD12 z trenerem pierwszego zespołu. Nie dziwi nas sama decyzja, a raczej czas, w którym została podjęta. Delikatne skojarzenia z dymisją trenera Urbana w Lechu przychodzić mogą na myśl, bo przecież na pierwszy rzut oka w obu przypadkach pożegnalny uścisk dłoni nastąpił w momencie, gdy drużyny wychodziły na prostą. O ile wyciągnięcie Lecha z dołka Urbanowi wyszło faktycznie (tym bardziej dziwi rozstanie z klubem), o tyle zwycięstwo w ostatnim meczu nad Błękitnymi odniesione przez ekipę trenera Bekasa to jednak sukces niewielki, doraźny, a w istocie pozorny, który zamiast kierować Zielonych na właściwe tory potwierdza tezę, którą ukuliśmy już jakiś czas temu śledząc poczynania Bekasa z spółki w tym sezonie. Otóż Warta jest kompletnie nieprzygotowana do rozgrywek. 

Choć być może bolesne to stwierdzenie - nie wycofamy go nawet w świetle wywalczonych wczoraj trzech punktów i przesunięcia się w górę tabeli II ligi. Zostawmy na boku wcześniejszy dorobek Bekasa w Warcie. Wiemy, że przepracował solidnie dwa lata z piłkarzami i zrealizował nakreślony wcześniej cel, jakim był awans do rozgrywek centralnych. Nikt mu tego nie odbierze. Okazało się jednak, że niemal cała runda rozgrywek drugoligowych to droga przez mękę, z którą - koniec końców - Warta sobie nie poradziła. 

Nie wiemy dokładnie jakie były przedsezonowe założenia szefostwa klubu i sztabu trenerskiego. Nie wiemy jaki był plan maksimum nakreślony piłkarzom i przekazany do realizacji. Pamiętamy jednak dobrze, że zawodnicy, którzy przyszli latem na Drogę Dębińską mieli być uzupełnieniem składu. Okazało się natomiast, że życie zweryfikowało te założenia, bo i Kiełb, i Dejewski wskoczyli do składu od razu i pozostali w nim przez cała rundę. Zawodnik natomiast, o którym wypowiadano się tuż przed startem rozgrywek najcieplej - Cywiński - zadomowił się w pierwszym składzie dopiero po paru meczach i to raczej - pozwalamy sobie napisać - w obliczu problemów z kontuzjami i kartkami innych graczy środka pola. 

Dochodzimy do dość drażliwego tematu, jakim były pauzy naszych piłkarzy wynikające z otrzymywanych kartek bądź urazów. To chyba kluczowa sprawa, jeśli chodzi o powody, dla których trenerowi drużyna po prostu się 'rozkraczyła' podczas rundy jesiennej. Onsorge, Laskowski, Kieliba, Spławski, Ngamayama... Szkielet drużyny jesienią się leczył. Grali inni. Z czego wynikały przerwy w grze? Oczywiście nie fair byłoby każdy uraz, czy kontuzję przypisywać metodom treningowym trenera Bekasa, więc po bandzie absolutnie iść nie zamierzamy. Prawdą pozostaje jednak, że ilość absencji w ekipie Warty Poznań graniczyła z logiką Monty Pythona. Zestawienie linii defensywnej czy linii pomocy przypominało czasem zwykłe ciągnięcie zapałek tuż przed meczem. Idąc na mecz nie było wiadomo jakiego składu Warty można się spodziewać. Ciągłe rotowanie zawodnikami sprawiło, że uciekała pewność w boiskowych poczynaniach, wkradał się strach i w efekcie mieliśmy do czynienia z brakiem automatyzmów pomiędzy poszczególnymi graczami i formacjami. Do tego dochodzą ewidentne braki szybkościowe naszych zawodników, łatwe do zaobserwowania gołym okiem nawet dla takich laików, jak my. Niestety - piszemy to z żalem - zdarzały się spotkania, w których chłopcy Bekasa byli zdominowani fizycznie przez graczy rywala i przestawiani przez nich, jak pionki w grze planszowej. 

Bezdyskusyjny pozostaje fakt następujący: w żadnym momencie sezonu jesiennego Warta nie złapała pewności siebie, luzu i nie nakręciła się piłkarsko do tego stopnia, by punkty łapać jeśli nie seryjnie, to przynajmniej regularnie. Warciarze wymęczyli ledwie dwa zwycięstwa w domu, a okazać się może, że punkty stracone przy DD12 w meczach z tuzami pokroju Bełchatowa, Polonii Bytom czy Stali Stalowa Wola mogą okazać się gwoździem do zielonej II ligowej trumny. Tak słabo jak obecnie, Warta Poznań nie prezentowała się na swoim obiekcie odkąd pamiętamy. 

W kontekście odejścia Tomasza Bekasa z Warty najbardziej boli jednak co innego. Jak to możliwe, że charakterny piłkarz, typowy walczak, piłkarz z cojones, jakim był trener Bekas w czasach, gdy zasuwał po boisku w zielonych barwach nie nadał w tym sezonie tego charakterystycznego dla siebie wolicjonalnego szlifu swojej drużynie, będąc jej trenerem.

Dużym uproszczeniem byłoby stwierdzenie, że to coraz bardziej zirytowanym kibicom zasiadającym na Garden Stadium, a nie piłkarzom bardziej zależało na wynikach. Tak nie było. Zresztą takie stawianie sprawy byłoby niesprawiedliwe dla Ngamayamy, Paczyńskiego czy Kieliby, którzy zasuwali za każdym razem, gdy pojawiali się na  boisku. Tym niemniej nie możemy się oprzeć wrażeniu, że Warta pod trenerem Bekasem w przeważającej części jesiennego sezonu 2016/17 okazała się zespołem wydrążonym, odartym ze sportowej złości, pasywnym, czekającym na ruchy rywala, nie podejmującym niezbędnego ryzyka i niezgranym.

Jeśli zdecydowano w klubowych gabinetach o zmianie w sztabie szkoleniowym, to dobrze, że wdrożono ją teraz, po domowym zwycięstwie. Znany i lubiany w Warcianym środowisku trener Bekas nie kończy - przynajmniej formalnie - pracy na tarczy. Na potraktowanie fair niewątpliwie zasłużył. Zmiany w Warcie są jednak nieuniknione. Kluczem do pozostania na centralnym szczeblu rozgrywek będzie efektywne przepracowanie przerwy zimowej, bez względu na to, kto okaże się następcą trenera Bekasa.      

bgj

poniedziałek, 24 października 2016
Trojan zsiadł z motoru

Krótka notka o fakcie, nad którym wielu fanów sportu przeszło pewnie do porządku dziennego, a który powinien zostać zauważony przez fanów żużla w Poznaniu. Parę dni temu bowiem wiadomość o zakończeniu sportowej kariery przekazał Rafał Trojanowski, niezwykle solidny żużlowiec, który speedwaya uczył się w Rzeszowie, udany okres startów zaliczył między innymi na poznańskim Golęcinie, a ściganie postanowił zakończyć w Częstochowie.

To właśnie w Poznaniu popularny Trojan spędził cztery sezony (2007-2010), stanowiąc o sile pierwszej linii Skorpionów. Wraz ze Skórnickim, Kościuchem, Miśkowiakiem czy Szczepaniakiem stanowił gwarancję solidnej zdobyczy punktowej w każdym meczu. Niegdysiejszy kapitan żużlowców ze skorpionem w herbie nigdy nie zszedł poniżej pewnego przyzwoitego poziomu, choćby nie wiemy jak trywialnie zabrzmiał ten wyświechtany bądź co bądź frazes. 

Co warte podkreślenia, Rafał Trojanowski stanowił niejako przeciwwagę dla otwartego, lubującego się w nieco szołmeńskim zachowaniu Skórnickiego. Trojan sprawiał wrażenie człowieka cichego, skromnego, mocno skoncentrowanego na swojej jeździe, któremu niepotrzebna do odnoszenia sukcesów jest jakakolwiek żużlowa otoczka.

Pamiętamy, że gdy w Poznaniu rodził się dopiero żużel w czarno-żółtych barwach, głównym punktem odniesienia i człowiekiem, który zwabiał kibiców na Golęcin był Andrzej Huszcza, już wtedy nestor aktywnych polskich zawodników. Aż prosiłoby się, by magnesem przyciągającym ludzi na Golęcin i utożsamianym z nowo budowaną ekipą, mającą nadzieję na ligowe występy już w następnym sezonie był ktoś ze starej gwardii PSŻetu. 

Jaka szkoda, że nie będzie to Rafał Trojanowski.

bgj 

 

22:24, zielononam , Żużel
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 09 października 2016
Warta Poznań po Siarce: P/F

12 przemyśleń o Warcie Poznań po 12 meczach bieżącego sezonu. Sami oceńcie: prawda
(P), czy fałsz (F):

1. Najlepszy mecz Zieloni rozegrali na inaugurację sezonu z Kotwicą Kołobrzeg – potem objawili talent lingwistyczny i z powodzeniem zastosowali stopniowanie przysłówka ‘źle’. P/F

2. Warta nie rozegrała choćby jednego meczu w optymalnym składzie – co świadczy o tym, że drużynę prześladuje pech.  P/F

3. W składzie Warty bramkarz pojawił się dopiero w 5. meczu sezonu – może warto podpisać z nim kontrakt dożywotni? P/F

4. Najgroźniejszym zawodnikiem Warty pod bramką rywala w meczu z Siarką Tarnobrzeg był stoper Kieliba – oddajmy jednak sprawiedliwość – napastnik Spławski przywdział koszulkę i był na boisku. P/F

5. Warta straciła dotychczas aż 27 goli, czyli aż o 7 więcej, niż druga najsłabsza defensywa w lidze – istne catenaccio. P/F

6. Warta Poznań odstawała od każdego rywala, z którym grała w Poznaniu pod względem siły, motoryki oraz szybkości konstruowania akcji – Lauda z Prostem, bądź Hamilton z Rosbergiem powinni się uczyć! P/F

7. W meczu z Siarką graczom Warty chciało się walczyć do momentu straty pierwszego gola i po zdobyciu gola honorowego – czyli jakieś 20 minut – prawdziwie Warciański charakter – Fontowicz, Scherfke i Krystkowiak patrzą z góry i z uznaniem biją brawo. P/F

8. Trener Warty Tomasz Bekas przestał krzyczeć na swoich graczy przy linii bocznej, bo złożył śluby milczenia. P/F

9. 29-letni ‘Alu’ Marciniak wygląda gorzej biegowo, niż 39-letni Mariusz Śrutwa z Ruchu Chorzów – matuzalem boisk ekstraklasy – ale (spokojna głowa!) wszystko przecież jeszcze przed nim. P/F

10. Trener Bekas popracuje w Warcie do końca rundy jesiennej – chyba, że jesień złoży własne wypowiedzenie prędzej. P/F

11. Zawodnicy Warty jeszcze nie wpadli na pomysł, by sprawdzić po treningach, ale koniecznie przed meczami, co oferuje Wikipedia pod hasłem ‘pressing’ – jeśli transfer sieci jest wolny, jak Warta, polecamy encyklopedię  papierową – uwaga – BURN AFTER READING!!! P/F

12. Warta Poznań spadnie z II ligi w sezonie 2016/17.

bgj

sobota, 10 września 2016
Między zwieraczami

Pan od biletów pilnie poszukiwany. W piątek, 09.09.2016r. nabycie w godzinach popołudniowych biletu na mecz Warty Poznań z GKSem Bełchatów graniczyło z cudem. Oferta przedsprzedaży biletów na ligowe mecze Zielonych widnieje na stronie internetowej klubu. Jak przeczytaliśmy już na początku bieżącego tygodnia, mecz z Bełchatowem cieszy się sporym zainteresowaniem, więc Klub sugeruje kibicom zakup biletu w tygodniu, aby mieć pewność, że mecz faktycznie zobaczymy. Ujęci troską działaczy SPN Warta Poznań o pomyślność kibicowskiej gawiedzi, wybraliśmy się więc po pracy na DD12, gdzie w budynku klubowym mieliśmy nadzieję już w piątek zapewnić sobie możliwość obejrzenia sobotniej rywalizacji.

Okazuje się jednak, że zapowiedzi zapowiedziami, troska troską, a klub ma zwykłych kibiców najzwyczajniej w świecie między zwieraczami. W budynku klubowym nic. Żadnych biletów w przedsprzedaży. Mimo, że przedsprzedaż miała być prowadzona aż do godziny 17tej. Sympatyczny pan w dyżurce mówi nam, że 'Pan Od Biletów' wyszedł i nie wiadomo kiedy wróci. Bo korki popołudniem w Poznaniu i ruch uliczny coraz bardziej uciążliwy.

Jasne.  

A w sobotę (jak co mecz) sytuacja będzie wyglądać tak: 500 osób ustawionych będzie w wężyku znów do jednej (J-E-D-N-E-J) kasy. I znów sporo osób wejdzie na stadionik przy DD12 już po rozpoczęciu meczu.

Ale kogo to obchodzi...

Nie szukamy dziury w całym i nie marudzimy bez podstaw. Ludziom odpowiedzialnym za sprawy organizacyjne w klubie zalecamy odrobinę więcej staranności. Tak się niestety porobiło, że ostatnimi czasy Warta Poznań nie ma najlepszej passy. Począwszy od zupełnie niepotrzebnego zamieszania podczas rewanżowego meczu barażowego (komentować nie zamierzamy, bo nie ma czego), poprzez nieaktualizowanie informacji z klubu (newsów o kontuzjach naszych zawodników ze świecą szukać), błędnie podanej publiczności dacie meczu z Polonią Bytom (przez co frekwencja była sporo niższa, niż oczekiwana), a na niefrasobliwości ekipy wpuszczającej na mecz skończywszy (na mecz ze Stalą Stalowa Wola wpuszczano ludzi nawet bez pobieżnego sprawdzania kieszeni w spodniach). Oddajemy te sprawy pod rozwagę, póki sezon jeszcze młody.

W kontekście prowizorki panującej w klubie i tumiwisizmu w codziennym działaniu sekcji piłkarskiej, obecne wyniki piłkarzy to pikuś. O drużynie trenera Bekasa przynajmniej nie można powiedzieć, że mają wszystko gdzieś.

bgj 

niedziela, 28 sierpnia 2016
Jacy Zieloni?

W kulturze chrześcijańskiej upowszechniony jest motyw stwarzania świata. Otóż Bóg pracował wytrwale przez sześć dni, by siódmego odpocząć i napawać się efektem swego kreacyjnego talentu. Siódmego dnia po wczorajszej elbląskiej masakrze piłą nożną, jakiej doświadczyli Alain i koledzy, piłkarze Zielonych nie będą mogli myśleć o odpoczynku. Bynajmniej. Trzeba będzie zakasać rękawy (a raczej podciągnąć getry, skoro po wczorajszym wyjazdowym 1-6 opadły pewnie do kostek) i zrobić wszystko, by od następnego meczu (ze Stalą Stalowa Wola)przekształcać skutecznie obiekt przy DD12 w zieloną twierdzę nie do zdobycia. Innej możliwości już nie ma, gdy spojrzymy na wywołującą szereg reakcji (od pomruku niezadowolenia aż do głośnego recytowania domowej łaciny) analizę aktualnej tabeli II ligi.   

Dobrze byłoby też zastanowić się – mowa o piłkarzach i sztabie trenerskim – pomiędzy treningami, odprawami taktycznymi i przyglądaniu się jak trawa rośnie na Garden Stadium, na jakiej Warcie Poznań im zależy. Pominiemy standardowe dywagacje o zespole grającym ładnie, stylowo, ambitnie i skutecznie. To zgrana melodia, ocierająca się o banał. Dotkniemy raczej sfery symboliki, by chłopaków nieco uwrażliwić, zapewnić szerszy kontekst przemyśleń własnej dotychczasowej postawy i mamy cichą nadzieję – nieco umotywować.

Każda zmiana na lepsze pochodzić powinna z wnętrza. Każdy samodzielnie powinien nauczyć się przełamywać kryzys, walczyć z impasem. Nie czas użalać się nad sobą, czy wątpić we własne możliwości. Nie potrzeba do tego zastępu psychologów. Warto poradzić sobie we własnym gronie. Rola starszych graczy (Alaina i Alu) jest tu nie do przecenienia. Oni w takich sytuacjach byli nie raz i nie dwa.

A poza klubem? Iść na spacer, do kina, odstresować się, wyrzucić z głów tę nieszczęsną szóstkę z Elbląga. Poczytać dobry kryminał w tygodniu (polecamy norweską serię o detektywie Harry Hole autorstwa Jo Nesbo), zapuścić porządną, energetyczną muzę (Rob Halford i album ‘Resurrection’ oraz Bruce Dickinson i płyta ‘Chemical Wedding’ będą jak znalazł, gdy chodzi o wysłanie na drzewo mentalnych toksyn).      

W szerszym, kulturowym aspekcie kolor zielony bywa kolorem szczęścia, symbolizuje nadzieję, jest sumą piękna (żółty) i wieczności (niebieski). Kojarzy się również jeszcze powszechniej z siłą, witalnością. Zieleń, to przecież młodość, moc i energia. Ku przestrodze jednak! Zieleń, szczególnie ta wyblakła, pozbawiona charakteru i głębi niesie przesłanie złowróżbne: to barwa naznaczająca zhańbionych, skazańców, galerników i bankrutów…

No, Panowie Piłkarze! Czy już wiecie o jaką zieleń warto powalczyć?

bgj

środa, 24 sierpnia 2016
Bramka Warty Poznań, czyli 3xF

Gdy spojrzymy na bramkarzy Zielonych, którzy przewinęli się między słupkami w ostatniej dekadzie, ujrzymy niepewnego Dorynka, przekonującego Szmatułę, solidnego Słowika, mającego najlepsze interwencje dawno za sobą Tyrajskiego, czy bramkarza o wielu obliczach formy, czyli Radlińskiego, który jako jedyny z tutaj wymienionych spędził przy DD12 wystarczająco dużo czasu, by na dłużej przyzwyczaić kibiców do swych charakteryzujących się sporą amplitudą formy występów. ‘Radlina’ meczami w swoim wykonaniu świetnymi rekompensował potknięcia, wpadki, kiksy, które przytrafiały mu się wcześniej (a których – oddajmy sprawiedliwość – nie było znów tak wiele).

Wydawało się, że facetem w bramkarskich rękawicach, który będzie w Warcie w dłuższej perspektywie stanowić remedium na prokurowane niebezpieczeństwa we własnym polu karnym i tracone w konsekwencji gole zostanie Mateusz Filipowiak, chłopak sprawny i mający nie tylko liche pojęcie o bramkarskim fachu. Radził sobie między słupkami zielonej bramki całkiem dobrze, po czym został wypożyczony do Jarocina i tam spędził trochę czasu, przyczyniając się do wysokiej pozycji swego zespołu w tabeli. Powrót do ekipy z Drogi Dębińskiej nastąpił wiosną zeszłego sezonu, a uwieńczony został zdobyciem awansu do II ligi. Awans awansem, ale forma Filipowiakowi gdzieś umknęła. Podejrzewamy, że pozostawił ją gdzieś w Jarocinie, bo do Poznania wrócił bramkarz z tym samym co prawda nazwiskiem na bramkarskiej bluzie, ale o poziomie sportowym czasami tylko zahaczającym o to, co mogli obserwować wcześniej kibice w Poznaniu.

Początek obecnych rozgrywek, prowadzonych już na szczeblu centralnym okazał się zupełnym dla Filipowiaka falstartem. Co prawda dowiódł, że gardło ma nie od parady i głos potężny jak młody Freddie Mercury, Robert Plant, czy inny Dio, głośno ‘ustawiając’ obrońców we własnym polu karnym, podpowiadając ustawienie pomocnikom i ochoczo ogłaszając wszem i wobec ‘moja!’, gdy łapał piłkę w powietrzu. Talent wokalny to jedno. Poziom sportowy, to drugie.

A z nim jest obecnie – na progu rozgrywek – niestety kiepsko, by nie powiedzieć: źle. Filipowiak wyjął z bramki w czterech meczach ligowych aż dziewięć piłek. Bramki stracone w Opolu i w Poznaniu w meczu z Polonią Bytom idą na konto młodego bramkarza, który powinien (o ile już tego nie zrobił) zadać sobie pytanie: co dalej? Co począć, gdy nie idzie? Gdy wkradła się niepewność, a labilność formy aż kłuje po oczach… Oczywiście czas działa na jego korzyść. Jest młody, o wciąż dobrze zarysowanych perspektywach i zdolny: pewny na linii, obdarzony refleksem. Prawdopodobnie nie wystarcza to jednak obecnie do pewnego utrzymania miejsca w pierwszej jedenastce Warty Poznań.

Zmiany zwiastujące problemy Filipowiaka z regularną grą w zielono-białych barwach zostały właśnie poczynione. Najpierw podpisano umowę z Dojczem, młodym bramkarzem, który z miejsca znalazł się w kadrze na sromotnie przegrany mecz w Opolu z Odrą przed tygodniem. Tam Filipowiak jeszcze zagrał, a Dojczowi przypadła rola rezerwowego. Dziś rano dowiedzieliśmy się, że Warta podpisała kontrakt z Tomaszem Laskowskim, bramkarzem tuż po trzydziestce, znającym trudy drugoligowego grania. Do tego dochodzi umowa młodego Pudełka, który jest zapewne traktowany jako opcja wybitnie rezerwowa wobec graczy wcześniej wymienionych.

Zakontraktowany niedawno Tomasz Laskowski, były bramkarz Bytovii zaprezentował się dziś w warcianym debiucie solidnie. W wygranym meczu z Polonią Warszawa (1:0) Warta zagrała ‘na zero z tyłu’, a Laskowski (choć nie miał wiele pracy) uratował Zielonych od utraty gola w pierwszej połowie wygarniając niemal zza linii bramkowej piłkę sprytnie uderzoną z 6-8 metra od bramki. Super parada, super refleks. Zupełnie jak Filipowiak sprzed dwóch lat, chciałoby się powiedzieć.

Co zatem z młodym Filipowiakiem? Dziś spędził mecz na ławce rezerwowych. Mamy nadzieję, że podejmie rywalizację o powrót do składu z bardziej doświadczonym kolegą. Dylemat niemal jak u Harta w Manchesterze City. Ponoć namawiany jest reprezentacyjny bramkarz Anglii do pozostania w klubie i korzystania z trenerskiego oka Pepa Guardioli nawet za cenę czasowego wypadnięcia z podstawowej jedenastki. Sam z kolei skłania się do opuszczenia Manchesteru.

My z tego miejsca podpowiadamy Mateuszowi Filipowiakowi: Powalcz o miejsce. Pamiętaj, że bramka Warty Poznań to miejsce wyjątkowe. Fontowiczowi udało się w 1929r., Feliksowi (Krystkowiakowi) w 1947r. Kto wie? Może i kolejnemu golkiperowi naszej Warcinki na ‘F’ - pisane są wielkie rzeczy?

bgj

 

niedziela, 20 marca 2016
Kwestia smaku, czyli zmieńcie menu!

Po meczu, jaki miał miejsce przy 12 Oak Road podczas poznańskiej inauguracji wiosennego sezonu, trudno zebrać myśli. Ale spróbujemy i króciutko napiszemy, że z jednej strony można wynosić pod niebiosa hart ducha, charakter i ekhm... niezłomność Zielonych, którzy do ostatnich chwil topornie, ale uporczywie walczyli o zwycięskiego gola, co im się ostatecznie udało. 

Z drugiej jednak bardziej warte podkreślenia będzie to, że obecna Warta Poznań tkwi w fazie pewnej przewidywalności, w sposób nieoczekiwany wczoraj zaburzonej. Zauważyliśmy, że specyfika meczów na Garden Stadium jest utarta i niezmienna od  2 lat, bez względów na bieżące priorytety sportowe (awans w planach!). Ujednolicony na cały sezon bilet na mecz sprzedaje wciąż ten sam pracownik klubu, ochrona wciąż pobieżnie, wybiórczo sprawdza, czy nie zamarzyło nam się wnieść na mecz tasaka, noża, czy może puszki z piwem, na trybunce wciąż ten sam zestaw wypróbowanych kibiców i sympatyków w liczbie w zasadzie niezmiennej bez względu na to, czy gramy z Realem, Kujawianką bądź Kleczewem, w sposób przewidywalny wygłaszających te same komentarze. Do tego Coach B. (co też staje się regułą) dość ekspresywnie mobilizujący (???) swoich graczy: tym razem operę z jego ust wysłuchali Czarny i Kozioł. Obrazu całości dopełnia - chciałoby się powiedzieć - zespół Warty na murawie regularnie dokumentujący przewagę nad rywalem.

I wtem, w sposób całkowicie irracjonalny i niezrozumiały w meczu z ligowym outsiderem, z tworzenia tej przewidywalnej układanki wyłamywali się wczoraj - o zgrozo - piłkarze. Przewidywalni w złym tego słowa znaczeniu, wolni, pasywni, niezdecydowani, siermiężni w swoim wysiłku. Podejrzewamy, że inauguracja przy Drodze Dębińskiej była taką samą męką dla kibiców, jak i dla zawodników. Mecz ewidentnie do zapomnienia. Nie ma się co zżymać ponad miarę. Jest wygrana, mamy lidera i wciąż wszystko zależy wyłącznie od nas. Mamy jednak olbrzymią prośbę. Chłopaki! Pamiętajcie, że serwując piłkarską kaszankę z uporem maniaka przez 93 minuty, sami stajecie się swoim największym rywalem w drodze po awans. Następnym razem zagrajcie jak Zieloni, a nie jak zestaw zielonych koszulek. Uprasza się o zmianę menu.

bgj   

niedziela, 13 marca 2016
Nowe puzzle Warty, czyli FiChroK jeszcze nie dał rady

Nowa broń Warty w walce o awans do piłkarskiej II ligi okazała się niewystarczająca, by na inaugurację rundy w Środzie Wielkopolskiej zapewnić Zielonym 3 punkty. Zimowe operacje na warciańskim organizmie zakończyły się ostatecznie wprowadzeniem aż trzech zmian w dotychczasowym szkielecie drużyny. Jesteśmy pewni, że trio Filipowiak-Chromiński-Kieliba (umownie zwane FiChroKiem) okaże się - koniec końców - wartością dodaną, dzięki której latem dane nam będzie świętować awans. Trzymamy za to kciuki, niemniej obecnie (w obliczu falstartu, jakim jest porażka 0-1) wskazane jest dalsze metodyczne zgrywanie 'starej Warty' z nowo pozyskanym FiChroKiem (wszak wyniki sparingów były obiecujące) i zastosowanie się do starej, sprawdzonej angielskiej metody postępowania w sytuacjach kryzysowych: Keep Calm and Carry on ('zachowaj spokój i rób swoje').

Wyniki w pierwszej marcowej kolejce każą przypuszczać, że walka o awans będzie w tym sezonie bardziej emocjonująca, niż zeszłoroczna, kiedy to Warta truchtem jako pierwsza dobiegła do mety, na dobrą sprawę przez nikogo z rywali nie niepokojona. Tym razem z odmienioną Wartą walczyć będzie koalicja pretendentów (Jarota - Pelikan - Kleczew - Lech II). Co jakiś czas zimą wysyłano z klubu przy Oak Road sygnał, że przejęcie z Jarocina usług FiChroKa sprawi, że ligowy lider w walce o szczebel centralny liczyć się nie powinien. Przypominamy, że podobne opinie krążyły już przed początkiem sezonu. Przechodzący organizacyjne problemy zespół z Jarocina zaskoczył jednak wszystkich i kazał rywalom oglądać swoje plecy przed przerwą zimową. Trudno nam wyrokować jak będzie obecnie. Ta liga jest nieprzewidywalna. Warto o tym pamiętać, gdy wracając z meczu w Środzie Wielkopolskiej piłkarze naszej Warty będą wyrzucać pierwsze koty za płoty (a przynajmniej przez okna autokaru).  

Jesteśmy przekonani, że pechowe rozstrzygnięcie w meczu na 'dzień dobry' nie wprowadzi niepotrzebnej nerwowości przy DD12. W piłkarzy trzeba wierzyć, podobnie jak w to, że sprawy około boiskowe są i będą prowadzone sprawnie. O polityce informacyjnej klubu już pisaliśmy. Skonstatujemy teraz, że w naszej opinii jest ona coraz lepsza, o czym świadczą m.in. dobrze redagowane niusy na oficjalnej stronie Warty, ciekawy artykuły w Głosie Wielkopolskim o stoperze Marciniaku i szkoleniu młodzieży (nareszcie konkretne informacje o Warcie Poznań zaistniały szerzej w prasie lokalnej), ciekawie również przedstawiona sylwetka pomocnika Ciarkowskiego (wraz z odniesieniem do poczynań ojca naszego gracza, dawniej handballisty poznańskiego Grunwaldu).

Cieszy przede wszystkim dość wnikliwy i po prostu ciekawy tekst o zielonej młodzieży, którego dobrą ilustracją był pobyt utalentowanego wychowanka z Warty w Leicester. Powinien on szerzej uświadomić kibicom naszego ulubionego klubu, że szkolenie młodzieży powinno być traktowane priorytetowo, gdyż to właśnie młodzież ma (a przynajmniej powinna) stanowić o sile I zespołu Warty w sytuacji, gdy nie ma co liczyć na hojne gesty sponsorów, nie walących przecież do Warty drzwiami i oknami. Niech promowanie (choćby pojedynczymi, przemyślanymi artykułami) szkolenia młodzieży będzie priorytetem w czasach, gdy hegemonem na tym polu pozostaje Lech, a o chętne i garnące się do sportu dzieciaki z regionu walczą kluby i klubiki także z innych dyscyplin: siatkarskie, czy piłki ręcznej.

Jesteśmy też zadowoleni, że na stronie internetowej ukazał się dobrze opracowany Skarb Kibica napisany przez sympatyków Warty. Mamy jednak nadzieję, że ukryta w nim między wierszami teza wieszcząca, że kwestia walki Zielonych o tegoroczny awans, to sprawa z gatunku 'teraz albo nigdy' nie okaże się jednoznacznie prawdziwa. Czy chodzi o to, że w przypadku niepowodzenia trudno będzie Warcie zatrzymać w drużynie graczy pokroju Ciarkowskiego lub Spławskiego i mozolnie budowana ekipa straci rację bytu, gdy zgłoszą się po czołowych graczy bogatsze kluby? A może po prostu cierpliwość Państwa Pyżalskich do utrzymywania Warty z wolna, acz nieuchronnie się wyczerpuje?

Nie podejmujemy się zgadywać.

Wolimy trzymać kciuki, aby w następnym meczu - nowy szkielet Warty - czyli FiChroK - faktycznie pokazał na co go stać. A póki co: KEEP CALM AND CARRY ON!

bgj                     

niedziela, 06 grudnia 2015
Niemal Breaking News!

Gdy jakiś czas temu ze wzruszeniem odkryliśmy, że strona internetowa Warty powróciła do życia, zdecydowaliśmy się zrobić rundkę po stacjach telewizyjnych. Nie, nie napotkaliśmy ani na BBC, ani na CNN raportu Breaking News o powyższym fakcie, tym niemniej z satysfakcją odnotowaliśmy, że klub któremu kibicujemy przypomniał sobie o kibicach w sieci.

Nie jesteśmy przesadnymi fanami rzeczywistości wirtualnej, ale oczekujemy, że także w niej będzie nam dane śledzić poczynania zespołu z DD12. Nie mamy tu na myśli wizualnej transmisji live z meczów Zielonych (choć pomarzyć można). Chodzi nam raczej o powrót do dobrej tradycji, jaka ugruntowała się jakieś 8-10 lat temu, kiedy Warta Poznań dysponowała całkiem profesjonalnie prowadzoną przez Marka Stempowskiego stroną internetową. Wtedy to - krok po kroku - rozbudowywano stronę, wzbogacając jej kontent o wieści z klubu z Wildy podane w sposób różnorodny: od zwykłych niusów klubowych, poprzez fotki z meczów, treningów, po wywiady z piłkarzami, działaczami i sztabem trenerskim nie tylko w formie tradycyjnej, ale też w wersji audio.

Mamy sporą nadzieję, że klub odejdzie z bezpośredniego przekierowania na stronę fejsbukową, jak to miało miejsce ostatnio, gdy źródłem wiadomości o życiu klubu była kadłubkowa wersja strony internetowej, permanentnie, acz ponoć chwilowo nieczynna. 

Oczyma wyobraźni widzimy zatem (i oby nie było to marzenie ściętej głowy) dobrze i szczegółowo prowadzoną politykę informacyjną dotyczącą I zespołu i grup młodzieżowych. Jako kibice Warty Poznań chcemy wiedzieć jak przebiega przygotowanie zespołu do meczów, co o kolejnych rywalach w PP i w lidze sądzą trenerzy, kto i jak długo pauzuje za kartki, wreszcie kto nabawił się kontuzji i nie będzie brany pod uwagę w mikrocyklu treningowym i co za tym idzie przy ustalaniu kadry meczowej. Przez niemal całą rundę kibice musieli zachodzić w głowę dlaczego np. w bramce gra Dorynek, a nie Pawłowski, dlaczego brak w składzie Alaina Ngamayamy, czy Michała Ciarkowskiego. Konflikt? Słabsza dyspozycja? Kartki? Kontuzja?

Naszym zdaniem właśnie tych kluczowych informacji najbardziej dotychczas brakuje. Brakuje wiedzy, która w sposób najprostszy spaja na co dzień z drużyną, gdy kibice dywagują o następnym meczu, sile ofensywnej, czy dyscyplinie taktycznej Warty i jej najbliższego rywala, albo gdy przerzucają się argumentami w dyskusji o właśnie zakończonym spotkaniu w pubie, domu, czy na przystanku autobusowym. Na poziomie rozrywkowym, na którym gra Warta nie ma co się łudzić, że szeroko rozumiane media napiszą o Zielonych coś więcej niż wynik z bieżącej kolejki. Tym bardziej oficjalna strona internetowa powinna tętnić życiem, życiem wirtualnym na wysokim poziomie. 

Panowie zawiadujący serwisem internetowym Warty Poznań: weźcie sobie do serca te sugestie. Mamy nadzieje, że nie pozostaną one wołaniem na puszczy.       

bgj

środa, 21 października 2015
Żegnamy pana Feliksa...

Informacja o śmierci pana Feliksa Krystkowiaka bardzo nas przygnębiła.
Ciężko coś w takich chwilach mądrego napisać, dlatego napiszemy, że pana Feliksa mieliśmy okazję poznać osobiście i zapamiętamy Go jako fantastycznego rozmówcę, zawsze uśmiechniętego i optymistycznego.
Panie Feliksie, dziękujemy!!!

bgj
IMG_0087

PS. Stadion przy DD12 im. Feliksa Krystkowiaka? Z takim patronem domowego obiektu łatwiej o zwycięstwa, bez względu na ligę, w której się gra. Pod rozwagę...  

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 47
Tagi