sobota, 10 września 2016
Między zwieraczami

Pan od biletów pilnie poszukiwany. W piątek, 09.09.2016r. nabycie w godzinach popołudniowych biletu na mecz Warty Poznań z GKSem Bełchatów graniczyło z cudem. Oferta przedsprzedaży biletów na ligowe mecze Zielonych widnieje na stronie internetowej klubu. Jak przeczytaliśmy już na początku bieżącego tygodnia, mecz z Bełchatowem cieszy się sporym zainteresowaniem, więc Klub sugeruje kibicom zakup biletu w tygodniu, aby mieć pewność, że mecz faktycznie zobaczymy. Ujęci troską działaczy SPN Warta Poznań o pomyślność kibicowskiej gawiedzi, wybraliśmy się więc po pracy na DD12, gdzie w budynku klubowym mieliśmy nadzieję już w piątek zapewnić sobie możliwość obejrzenia sobotniej rywalizacji.

Okazuje się jednak, że zapowiedzi zapowiedziami, troska troską, a klub ma zwykłych kibiców najzwyczajniej w świecie między zwieraczami. W budynku klubowym nic. Żadnych biletów w przedsprzedaży. Mimo, że przedsprzedaż miała być prowadzona aż do godziny 17tej. Sympatyczny pan w dyżurce mówi nam, że 'Pan Od Biletów' wyszedł i nie wiadomo kiedy wróci. Bo korki popołudniem w Poznaniu i ruch uliczny coraz bardziej uciążliwy.

Jasne.  

A w sobotę (jak co mecz) sytuacja będzie wyglądać tak: 500 osób ustawionych będzie w wężyku znów do jednej (J-E-D-N-E-J) kasy. I znów sporo osób wejdzie na stadionik przy DD12 już po rozpoczęciu meczu.

Ale kogo to obchodzi...

Nie szukamy dziury w całym i nie marudzimy bez podstaw. Ludziom odpowiedzialnym za sprawy organizacyjne w klubie zalecamy odrobinę więcej staranności. Tak się niestety porobiło, że ostatnimi czasy Warta Poznań nie ma najlepszej passy. Począwszy od zupełnie niepotrzebnego zamieszania podczas rewanżowego meczu barażowego (komentować nie zamierzamy, bo nie ma czego), poprzez nieaktualizowanie informacji z klubu (newsów o kontuzjach naszych zawodników ze świecą szukać), błędnie podanej publiczności dacie meczu z Polonią Bytom (przez co frekwencja była sporo niższa, niż oczekiwana), a na niefrasobliwości ekipy wpuszczającej na mecz skończywszy (na mecz ze Stalą Stalowa Wola wpuszczano ludzi nawet bez pobieżnego sprawdzania kieszeni w spodniach). Oddajemy te sprawy pod rozwagę, póki sezon jeszcze młody.

W kontekście prowizorki panującej w klubie i tumiwisizmu w codziennym działaniu sekcji piłkarskiej, obecne wyniki piłkarzy to pikuś. O drużynie trenera Bekasa przynajmniej nie można powiedzieć, że mają wszystko gdzieś.

bgj 

niedziela, 28 sierpnia 2016
Jacy Zieloni?

W kulturze chrześcijańskiej upowszechniony jest motyw stwarzania świata. Otóż Bóg pracował wytrwale przez sześć dni, by siódmego odpocząć i napawać się efektem swego kreacyjnego talentu. Siódmego dnia po wczorajszej elbląskiej masakrze piłą nożną, jakiej doświadczyli Alain i koledzy, piłkarze Zielonych nie będą mogli myśleć o odpoczynku. Bynajmniej. Trzeba będzie zakasać rękawy (a raczej podciągnąć getry, skoro po wczorajszym wyjazdowym 1-6 opadły pewnie do kostek) i zrobić wszystko, by od następnego meczu (ze Stalą Stalowa Wola)przekształcać skutecznie obiekt przy DD12 w zieloną twierdzę nie do zdobycia. Innej możliwości już nie ma, gdy spojrzymy na wywołującą szereg reakcji (od pomruku niezadowolenia aż do głośnego recytowania domowej łaciny) analizę aktualnej tabeli II ligi.   

Dobrze byłoby też zastanowić się – mowa o piłkarzach i sztabie trenerskim – pomiędzy treningami, odprawami taktycznymi i przyglądaniu się jak trawa rośnie na Garden Stadium, na jakiej Warcie Poznań im zależy. Pominiemy standardowe dywagacje o zespole grającym ładnie, stylowo, ambitnie i skutecznie. To zgrana melodia, ocierająca się o banał. Dotkniemy raczej sfery symboliki, by chłopaków nieco uwrażliwić, zapewnić szerszy kontekst przemyśleń własnej dotychczasowej postawy i mamy cichą nadzieję – nieco umotywować.

Każda zmiana na lepsze pochodzić powinna z wnętrza. Każdy samodzielnie powinien nauczyć się przełamywać kryzys, walczyć z impasem. Nie czas użalać się nad sobą, czy wątpić we własne możliwości. Nie potrzeba do tego zastępu psychologów. Warto poradzić sobie we własnym gronie. Rola starszych graczy (Alaina i Alu) jest tu nie do przecenienia. Oni w takich sytuacjach byli nie raz i nie dwa.

A poza klubem? Iść na spacer, do kina, odstresować się, wyrzucić z głów tę nieszczęsną szóstkę z Elbląga. Poczytać dobry kryminał w tygodniu (polecamy norweską serię o detektywie Harry Hole autorstwa Jo Nesbo), zapuścić porządną, energetyczną muzę (Rob Halford i album ‘Resurrection’ oraz Bruce Dickinson i płyta ‘Chemical Wedding’ będą jak znalazł, gdy chodzi o wysłanie na drzewo mentalnych toksyn).      

W szerszym, kulturowym aspekcie kolor zielony bywa kolorem szczęścia, symbolizuje nadzieję, jest sumą piękna (żółty) i wieczności (niebieski). Kojarzy się również jeszcze powszechniej z siłą, witalnością. Zieleń, to przecież młodość, moc i energia. Ku przestrodze jednak! Zieleń, szczególnie ta wyblakła, pozbawiona charakteru i głębi niesie przesłanie złowróżbne: to barwa naznaczająca zhańbionych, skazańców, galerników i bankrutów…

No, Panowie Piłkarze! Czy już wiecie o jaką zieleń warto powalczyć?

bgj

środa, 24 sierpnia 2016
Bramka Warty Poznań, czyli 3xF

Gdy spojrzymy na bramkarzy Zielonych, którzy przewinęli się między słupkami w ostatniej dekadzie, ujrzymy niepewnego Dorynka, przekonującego Szmatułę, solidnego Słowika, mającego najlepsze interwencje dawno za sobą Tyrajskiego, czy bramkarza o wielu obliczach formy, czyli Radlińskiego, który jako jedyny z tutaj wymienionych spędził przy DD12 wystarczająco dużo czasu, by na dłużej przyzwyczaić kibiców do swych charakteryzujących się sporą amplitudą formy występów. ‘Radlina’ meczami w swoim wykonaniu świetnymi rekompensował potknięcia, wpadki, kiksy, które przytrafiały mu się wcześniej (a których – oddajmy sprawiedliwość – nie było znów tak wiele).

Wydawało się, że facetem w bramkarskich rękawicach, który będzie w Warcie w dłuższej perspektywie stanowić remedium na prokurowane niebezpieczeństwa we własnym polu karnym i tracone w konsekwencji gole zostanie Mateusz Filipowiak, chłopak sprawny i mający nie tylko liche pojęcie o bramkarskim fachu. Radził sobie między słupkami zielonej bramki całkiem dobrze, po czym został wypożyczony do Jarocina i tam spędził trochę czasu, przyczyniając się do wysokiej pozycji swego zespołu w tabeli. Powrót do ekipy z Drogi Dębińskiej nastąpił wiosną zeszłego sezonu, a uwieńczony został zdobyciem awansu do II ligi. Awans awansem, ale forma Filipowiakowi gdzieś umknęła. Podejrzewamy, że pozostawił ją gdzieś w Jarocinie, bo do Poznania wrócił bramkarz z tym samym co prawda nazwiskiem na bramkarskiej bluzie, ale o poziomie sportowym czasami tylko zahaczającym o to, co mogli obserwować wcześniej kibice w Poznaniu.

Początek obecnych rozgrywek, prowadzonych już na szczeblu centralnym okazał się zupełnym dla Filipowiaka falstartem. Co prawda dowiódł, że gardło ma nie od parady i głos potężny jak młody Freddie Mercury, Robert Plant, czy inny Dio, głośno ‘ustawiając’ obrońców we własnym polu karnym, podpowiadając ustawienie pomocnikom i ochoczo ogłaszając wszem i wobec ‘moja!’, gdy łapał piłkę w powietrzu. Talent wokalny to jedno. Poziom sportowy, to drugie.

A z nim jest obecnie – na progu rozgrywek – niestety kiepsko, by nie powiedzieć: źle. Filipowiak wyjął z bramki w czterech meczach ligowych aż dziewięć piłek. Bramki stracone w Opolu i w Poznaniu w meczu z Polonią Bytom idą na konto młodego bramkarza, który powinien (o ile już tego nie zrobił) zadać sobie pytanie: co dalej? Co począć, gdy nie idzie? Gdy wkradła się niepewność, a labilność formy aż kłuje po oczach… Oczywiście czas działa na jego korzyść. Jest młody, o wciąż dobrze zarysowanych perspektywach i zdolny: pewny na linii, obdarzony refleksem. Prawdopodobnie nie wystarcza to jednak obecnie do pewnego utrzymania miejsca w pierwszej jedenastce Warty Poznań.

Zmiany zwiastujące problemy Filipowiaka z regularną grą w zielono-białych barwach zostały właśnie poczynione. Najpierw podpisano umowę z Dojczem, młodym bramkarzem, który z miejsca znalazł się w kadrze na sromotnie przegrany mecz w Opolu z Odrą przed tygodniem. Tam Filipowiak jeszcze zagrał, a Dojczowi przypadła rola rezerwowego. Dziś rano dowiedzieliśmy się, że Warta podpisała kontrakt z Tomaszem Laskowskim, bramkarzem tuż po trzydziestce, znającym trudy drugoligowego grania. Do tego dochodzi umowa młodego Pudełka, który jest zapewne traktowany jako opcja wybitnie rezerwowa wobec graczy wcześniej wymienionych.

Zakontraktowany niedawno Tomasz Laskowski, były bramkarz Bytovii zaprezentował się dziś w warcianym debiucie solidnie. W wygranym meczu z Polonią Warszawa (1:0) Warta zagrała ‘na zero z tyłu’, a Laskowski (choć nie miał wiele pracy) uratował Zielonych od utraty gola w pierwszej połowie wygarniając niemal zza linii bramkowej piłkę sprytnie uderzoną z 6-8 metra od bramki. Super parada, super refleks. Zupełnie jak Filipowiak sprzed dwóch lat, chciałoby się powiedzieć.

Co zatem z młodym Filipowiakiem? Dziś spędził mecz na ławce rezerwowych. Mamy nadzieję, że podejmie rywalizację o powrót do składu z bardziej doświadczonym kolegą. Dylemat niemal jak u Harta w Manchesterze City. Ponoć namawiany jest reprezentacyjny bramkarz Anglii do pozostania w klubie i korzystania z trenerskiego oka Pepa Guardioli nawet za cenę czasowego wypadnięcia z podstawowej jedenastki. Sam z kolei skłania się do opuszczenia Manchesteru.

My z tego miejsca podpowiadamy Mateuszowi Filipowiakowi: Powalcz o miejsce. Pamiętaj, że bramka Warty Poznań to miejsce wyjątkowe. Fontowiczowi udało się w 1929r., Feliksowi (Krystkowiakowi) w 1947r. Kto wie? Może i kolejnemu golkiperowi naszej Warcinki na ‘F’ - pisane są wielkie rzeczy?

bgj

 

niedziela, 20 marca 2016
Kwestia smaku, czyli zmieńcie menu!

Po meczu, jaki miał miejsce przy 12 Oak Road podczas poznańskiej inauguracji wiosennego sezonu, trudno zebrać myśli. Ale spróbujemy i króciutko napiszemy, że z jednej strony można wynosić pod niebiosa hart ducha, charakter i ekhm... niezłomność Zielonych, którzy do ostatnich chwil topornie, ale uporczywie walczyli o zwycięskiego gola, co im się ostatecznie udało. 

Z drugiej jednak bardziej warte podkreślenia będzie to, że obecna Warta Poznań tkwi w fazie pewnej przewidywalności, w sposób nieoczekiwany wczoraj zaburzonej. Zauważyliśmy, że specyfika meczów na Garden Stadium jest utarta i niezmienna od  2 lat, bez względów na bieżące priorytety sportowe (awans w planach!). Ujednolicony na cały sezon bilet na mecz sprzedaje wciąż ten sam pracownik klubu, ochrona wciąż pobieżnie, wybiórczo sprawdza, czy nie zamarzyło nam się wnieść na mecz tasaka, noża, czy może puszki z piwem, na trybunce wciąż ten sam zestaw wypróbowanych kibiców i sympatyków w liczbie w zasadzie niezmiennej bez względu na to, czy gramy z Realem, Kujawianką bądź Kleczewem, w sposób przewidywalny wygłaszających te same komentarze. Do tego Coach B. (co też staje się regułą) dość ekspresywnie mobilizujący (???) swoich graczy: tym razem operę z jego ust wysłuchali Czarny i Kozioł. Obrazu całości dopełnia - chciałoby się powiedzieć - zespół Warty na murawie regularnie dokumentujący przewagę nad rywalem.

I wtem, w sposób całkowicie irracjonalny i niezrozumiały w meczu z ligowym outsiderem, z tworzenia tej przewidywalnej układanki wyłamywali się wczoraj - o zgrozo - piłkarze. Przewidywalni w złym tego słowa znaczeniu, wolni, pasywni, niezdecydowani, siermiężni w swoim wysiłku. Podejrzewamy, że inauguracja przy Drodze Dębińskiej była taką samą męką dla kibiców, jak i dla zawodników. Mecz ewidentnie do zapomnienia. Nie ma się co zżymać ponad miarę. Jest wygrana, mamy lidera i wciąż wszystko zależy wyłącznie od nas. Mamy jednak olbrzymią prośbę. Chłopaki! Pamiętajcie, że serwując piłkarską kaszankę z uporem maniaka przez 93 minuty, sami stajecie się swoim największym rywalem w drodze po awans. Następnym razem zagrajcie jak Zieloni, a nie jak zestaw zielonych koszulek. Uprasza się o zmianę menu.

bgj   

niedziela, 13 marca 2016
Nowe puzzle Warty, czyli FiChroK jeszcze nie dał rady

Nowa broń Warty w walce o awans do piłkarskiej II ligi okazała się niewystarczająca, by na inaugurację rundy w Środzie Wielkopolskiej zapewnić Zielonym 3 punkty. Zimowe operacje na warciańskim organizmie zakończyły się ostatecznie wprowadzeniem aż trzech zmian w dotychczasowym szkielecie drużyny. Jesteśmy pewni, że trio Filipowiak-Chromiński-Kieliba (umownie zwane FiChroKiem) okaże się - koniec końców - wartością dodaną, dzięki której latem dane nam będzie świętować awans. Trzymamy za to kciuki, niemniej obecnie (w obliczu falstartu, jakim jest porażka 0-1) wskazane jest dalsze metodyczne zgrywanie 'starej Warty' z nowo pozyskanym FiChroKiem (wszak wyniki sparingów były obiecujące) i zastosowanie się do starej, sprawdzonej angielskiej metody postępowania w sytuacjach kryzysowych: Keep Calm and Carry on ('zachowaj spokój i rób swoje').

Wyniki w pierwszej marcowej kolejce każą przypuszczać, że walka o awans będzie w tym sezonie bardziej emocjonująca, niż zeszłoroczna, kiedy to Warta truchtem jako pierwsza dobiegła do mety, na dobrą sprawę przez nikogo z rywali nie niepokojona. Tym razem z odmienioną Wartą walczyć będzie koalicja pretendentów (Jarota - Pelikan - Kleczew - Lech II). Co jakiś czas zimą wysyłano z klubu przy Oak Road sygnał, że przejęcie z Jarocina usług FiChroKa sprawi, że ligowy lider w walce o szczebel centralny liczyć się nie powinien. Przypominamy, że podobne opinie krążyły już przed początkiem sezonu. Przechodzący organizacyjne problemy zespół z Jarocina zaskoczył jednak wszystkich i kazał rywalom oglądać swoje plecy przed przerwą zimową. Trudno nam wyrokować jak będzie obecnie. Ta liga jest nieprzewidywalna. Warto o tym pamiętać, gdy wracając z meczu w Środzie Wielkopolskiej piłkarze naszej Warty będą wyrzucać pierwsze koty za płoty (a przynajmniej przez okna autokaru).  

Jesteśmy przekonani, że pechowe rozstrzygnięcie w meczu na 'dzień dobry' nie wprowadzi niepotrzebnej nerwowości przy DD12. W piłkarzy trzeba wierzyć, podobnie jak w to, że sprawy około boiskowe są i będą prowadzone sprawnie. O polityce informacyjnej klubu już pisaliśmy. Skonstatujemy teraz, że w naszej opinii jest ona coraz lepsza, o czym świadczą m.in. dobrze redagowane niusy na oficjalnej stronie Warty, ciekawy artykuły w Głosie Wielkopolskim o stoperze Marciniaku i szkoleniu młodzieży (nareszcie konkretne informacje o Warcie Poznań zaistniały szerzej w prasie lokalnej), ciekawie również przedstawiona sylwetka pomocnika Ciarkowskiego (wraz z odniesieniem do poczynań ojca naszego gracza, dawniej handballisty poznańskiego Grunwaldu).

Cieszy przede wszystkim dość wnikliwy i po prostu ciekawy tekst o zielonej młodzieży, którego dobrą ilustracją był pobyt utalentowanego wychowanka z Warty w Leicester. Powinien on szerzej uświadomić kibicom naszego ulubionego klubu, że szkolenie młodzieży powinno być traktowane priorytetowo, gdyż to właśnie młodzież ma (a przynajmniej powinna) stanowić o sile I zespołu Warty w sytuacji, gdy nie ma co liczyć na hojne gesty sponsorów, nie walących przecież do Warty drzwiami i oknami. Niech promowanie (choćby pojedynczymi, przemyślanymi artykułami) szkolenia młodzieży będzie priorytetem w czasach, gdy hegemonem na tym polu pozostaje Lech, a o chętne i garnące się do sportu dzieciaki z regionu walczą kluby i klubiki także z innych dyscyplin: siatkarskie, czy piłki ręcznej.

Jesteśmy też zadowoleni, że na stronie internetowej ukazał się dobrze opracowany Skarb Kibica napisany przez sympatyków Warty. Mamy jednak nadzieję, że ukryta w nim między wierszami teza wieszcząca, że kwestia walki Zielonych o tegoroczny awans, to sprawa z gatunku 'teraz albo nigdy' nie okaże się jednoznacznie prawdziwa. Czy chodzi o to, że w przypadku niepowodzenia trudno będzie Warcie zatrzymać w drużynie graczy pokroju Ciarkowskiego lub Spławskiego i mozolnie budowana ekipa straci rację bytu, gdy zgłoszą się po czołowych graczy bogatsze kluby? A może po prostu cierpliwość Państwa Pyżalskich do utrzymywania Warty z wolna, acz nieuchronnie się wyczerpuje?

Nie podejmujemy się zgadywać.

Wolimy trzymać kciuki, aby w następnym meczu - nowy szkielet Warty - czyli FiChroK - faktycznie pokazał na co go stać. A póki co: KEEP CALM AND CARRY ON!

bgj                     

niedziela, 06 grudnia 2015
Niemal Breaking News!

Gdy jakiś czas temu ze wzruszeniem odkryliśmy, że strona internetowa Warty powróciła do życia, zdecydowaliśmy się zrobić rundkę po stacjach telewizyjnych. Nie, nie napotkaliśmy ani na BBC, ani na CNN raportu Breaking News o powyższym fakcie, tym niemniej z satysfakcją odnotowaliśmy, że klub któremu kibicujemy przypomniał sobie o kibicach w sieci.

Nie jesteśmy przesadnymi fanami rzeczywistości wirtualnej, ale oczekujemy, że także w niej będzie nam dane śledzić poczynania zespołu z DD12. Nie mamy tu na myśli wizualnej transmisji live z meczów Zielonych (choć pomarzyć można). Chodzi nam raczej o powrót do dobrej tradycji, jaka ugruntowała się jakieś 8-10 lat temu, kiedy Warta Poznań dysponowała całkiem profesjonalnie prowadzoną przez Marka Stempowskiego stroną internetową. Wtedy to - krok po kroku - rozbudowywano stronę, wzbogacając jej kontent o wieści z klubu z Wildy podane w sposób różnorodny: od zwykłych niusów klubowych, poprzez fotki z meczów, treningów, po wywiady z piłkarzami, działaczami i sztabem trenerskim nie tylko w formie tradycyjnej, ale też w wersji audio.

Mamy sporą nadzieję, że klub odejdzie z bezpośredniego przekierowania na stronę fejsbukową, jak to miało miejsce ostatnio, gdy źródłem wiadomości o życiu klubu była kadłubkowa wersja strony internetowej, permanentnie, acz ponoć chwilowo nieczynna. 

Oczyma wyobraźni widzimy zatem (i oby nie było to marzenie ściętej głowy) dobrze i szczegółowo prowadzoną politykę informacyjną dotyczącą I zespołu i grup młodzieżowych. Jako kibice Warty Poznań chcemy wiedzieć jak przebiega przygotowanie zespołu do meczów, co o kolejnych rywalach w PP i w lidze sądzą trenerzy, kto i jak długo pauzuje za kartki, wreszcie kto nabawił się kontuzji i nie będzie brany pod uwagę w mikrocyklu treningowym i co za tym idzie przy ustalaniu kadry meczowej. Przez niemal całą rundę kibice musieli zachodzić w głowę dlaczego np. w bramce gra Dorynek, a nie Pawłowski, dlaczego brak w składzie Alaina Ngamayamy, czy Michała Ciarkowskiego. Konflikt? Słabsza dyspozycja? Kartki? Kontuzja?

Naszym zdaniem właśnie tych kluczowych informacji najbardziej dotychczas brakuje. Brakuje wiedzy, która w sposób najprostszy spaja na co dzień z drużyną, gdy kibice dywagują o następnym meczu, sile ofensywnej, czy dyscyplinie taktycznej Warty i jej najbliższego rywala, albo gdy przerzucają się argumentami w dyskusji o właśnie zakończonym spotkaniu w pubie, domu, czy na przystanku autobusowym. Na poziomie rozrywkowym, na którym gra Warta nie ma co się łudzić, że szeroko rozumiane media napiszą o Zielonych coś więcej niż wynik z bieżącej kolejki. Tym bardziej oficjalna strona internetowa powinna tętnić życiem, życiem wirtualnym na wysokim poziomie. 

Panowie zawiadujący serwisem internetowym Warty Poznań: weźcie sobie do serca te sugestie. Mamy nadzieje, że nie pozostaną one wołaniem na puszczy.       

bgj

środa, 21 października 2015
Żegnamy pana Feliksa...

Informacja o śmierci pana Feliksa Krystkowiaka bardzo nas przygnębiła.
Ciężko coś w takich chwilach mądrego napisać, dlatego napiszemy, że pana Feliksa mieliśmy okazję poznać osobiście i zapamiętamy Go jako fantastycznego rozmówcę, zawsze uśmiechniętego i optymistycznego.
Panie Feliksie, dziękujemy!!!

bgj
IMG_0087

PS. Stadion przy DD12 im. Feliksa Krystkowiaka? Z takim patronem domowego obiektu łatwiej o zwycięstwa, bez względu na ligę, w której się gra. Pod rozwagę...  

piątek, 07 sierpnia 2015
Warto! Warto walczyć!

Przed nami nowy sezon z piłkarzami Zielonych i ściskanymi za nimi kciukami. Mamy nadzieję, że podobnie jak ostatnio, również nowe rozgrywki przyniosą więcej radości niż powodów do zmartwień. Czy naszą Wartę stać na awans?

1. Pani prezes wspominała u siebie na blogu ciągłą chęć inwestowania w Wartę, ale inwestowania dość powściągliwego. Liczy się raczej rozbudowa bazy i upowszechnianie przez to marki jaką jest Warta w świadomości mieszkańców Poznania, niż metodyczne inwestowanie w zespół i zasadzanie się koniecznie na awans sportowy.

2. Nie oznacza to, że to co na boisku ma być traktowane po macoszemu. Co to, to nie. Filozofią Warty jest promowanie własnych talentów, gra młodzieży. Starszych, ogranych i doświadczonych graczy zalewających pierwszą drużynę nie uświadczymy. Mimo że to właśnie doświadczenia i ogrania zabrakło w kluczowych konfrontacjach barażowych z Polonią Bytom. Z młodym zespołem Warta przy odrobinie szczęścia chce powtórzyć drogę sprzed roku i bić się o awans. Szczęściu trzeba jednak pomóc.

3. Kto ma to uczynić? Przede wszystkim coraz bardziej zgrany szkielet zespołu wraz z graczami, którzy doszli na DD12 w przerwie letniej. Solarek wydaje się łowcą goli w sparingach i kto wie, czy nie pozbawi miejsca w składzie kogoś z dotychczasowych graczy ofensywnych. Może Łukaszyka? Ale czy skuteczny seryjnie gracz Warty jest ewentualnie gotowy, by ustąpić pola? Biegański i Białożyt to dwaj gracze, którzy znają Wartę i wracają do znanego sobie klubu. Liczymy na Was, Panowie. Kto nas opuścił? Szkoda, że przestał grać w sparingach Filipowiak. Oby nie spowodowało to obniżki formy u Pawłowskiego. Odszedł Siwek, ale być może dziura na prawej obronie załatana będzie reaktywowanym w Poznaniu Kikutem. Oby zasuwał. Innej opcji nie ma. Od kogo wymagamy więcej niż dotychczas? Weźmiemy pod obserwację rozwój talentu Brylewskiego, zawodnika dotychczas rezerwowego. Jeśli chce przebić się na stałe do środka pola powinien poprawić się w kwestiach wolicjonalnych. Chyba bywał w zeszłym sezonie zbyt pasywny. Czego oczekujemy? Więcej odwagi, zawziętości.

4. Zwracamy też uwagę, że same rozgrywki powinny być ciekawsze i stać powinny na wyższym poziomie. Wskutek reorganizacji mniej będzie drużyn słabych i grających nierówno. Warto gromadzić punkty już od samego początku, bo tylko pozycja w czołówce gwarantuje występy w III lidze w sezonie kolejnym. Nie podejmujemy się stwierdzić, kto może najbardziej pokrzyżować plany Zielonych. Napiszemy jednak, że rezerwy Lecha na pewno nie pozwolą sobie na przespanie kolejnego sezonu. Poprzedni był w ich wykonaniu niewypałem. Podejrzewamy, ze presja na zrobienie wymiernego wyniku jest teraz w klubie z Bułgarskiej nieco większa. Ale to już zmartwienie Lecha, a nie Warty.   

UDANEGO SEZONU,

HEJ, HEJ, ZIELONI!

bgj

poniedziałek, 15 czerwca 2015
Przegraliśmy z Polonią, bo...

1. ... wyszliśmy na boisko z nastawieniem: przepraszam Pana, czy mógłbym ewentualnie, jeśli nie stanowi to dla Pana problemu, pokusić się o odebranie Panu piłki?

2. ... nie do końca wiedzieliśmy w pierwszych minutach, czy chcemy atakować, czy przyjąć przeciwnika na swojej połówce i skontrować.

3. ... przegraliśmy walkę w środkowej strefie boiska, mimo że grał tam nasz najlepiej dysponowany zawodnik, czyli Brzostowski.

4. ... goście rozpracowali nasze najsłabsze ogniwo, czyli lewy bok obrony. Fiedosiewicz starał się jak umiał, parę razy zapobiegł dośrodkowaniom, parę razy przyjął na siebie mocno bite piłki i w końcu (tak metodycznie męczony przez rywali) zaczął tracić siły. Efekt? Coraz większe zamieszanie na naszym polu karnym.

5. ... zostawialiśmy Polonii maaasę miejsca w naszej szesnastce. Goście niemal bezkarnie wymieniali podania na 10-12 metrze przed bramką. Efekt? Dwie stracone bramki. Wprost sprzed niej.

6. ... zupełnie nie wykorzystywaliśmy naszego potencjału ofensywnego, szczególnie tego drzemiącego (no, właśnie!) na skrzydłach. Ani Łukaszyk, ani Ciarkowski nie doczekali się od środkowych pomocników tylu piłek, ile dostawali zazwyczaj.

7. ... nawet, gdy przycisnęliśmy rywala, to nie przejmowaliśmy piłek wybijanych przez bytomskich stoperów na 15-17 metr przed bramkę. Efekt? Prawie żadnych przygotowanych strzałów zza pola karnego. Jedynie improwizacja na wiwat.

8. ... graliśmy dobrze i rozważnie jedynie 6 minut w pierwszej połowie. Po zdobyciu gola wyrównującego wreszcie zagraliśmy pressingiem, odważniej z przodu. Ale po 6 minutach nadzieje znów prysły, bo Polonia znów wyszła na prowadzenie. Czy to niesprzyjający skwar był powodem dla którego nie potrafiliśmy dłużej grać aktywnie? Naprawdę?

9. ... nie zorientowaliśmy się w porę, że bramkarz rywali to żaden Fabiański, czy inny Neuer. To 'artysta' był, który z paniką w oczach obserwował każdą lecącą w jego kierunku piłkę. Aż dziw bierze, że nasi pod bramką rywala tak mało mu przeszkadzali.

10 ... (co być może najważniejsze) w całym III ligowym sezonie Warta nie spotkała rywala, który grając na wyjeżdzie grałby tak konsekwentnie. Do tego podobać się mogła szybka i dokładna gra piłką w wykonaniu gości. Czyli dokładnie to, czego kibice oczekiwali od Zielonych...

Najlepsi w Warcie:
> biegający dużo więcej niż zazwyczaj Brzostowski. Brawo, Brzoza nie odpuszczał.
> solidny i sporo rozumiejący Laskowski. Brawo, Laska zasuwał.
> waleczny Spławski, starający się za dwóch, skoro permanentnie walczył w pojedynkę z dwoma stoperami. Brawo, Spławik dopiął swego i gola strzelił.

Cóż, nie ma co gdybać, trzeba się zmobilizować i poszukać swoich szans. Dla przypomnienia: gdy w 2007 roku Warta grała baraż z Unią Janikowo, też w Poznaniu wyglądała przy gościach jak ubogi krewny. Wtedy udało się zremisować przy DD12 1:1. Wielkich nadziei nikt sobie przed rewanżem nie robił. Tymczasem dwa szybko strzelone gole w Janikowie 'ustawiły mecz' i sprawiły, że to w Poznaniu piłkarze i kibice do późna w nocy śpiewali wspólnie: 'Oooo, co ja widzę, Zieloni są w drugiej lidze!'. Powtórka z historii mile widziana.

bgj

ps. A tym młodym piłkarzom Warty, którzy wciąż czują być może przesadny respekt do barażowego rywala przypominamy: Barcelona i Juventus już grały. Real i Bayern też już na wczasach. A Wy???
.
.
.
Wy, chłopaki, gracie z Bytomiem.

środa, 10 czerwca 2015
DuroCel, czyli zielona bateryjka Warty Poznań

Nie, ten wpis nie dotyczy króliczków napędzanych baterią Duracell. Ten wpis dotyczy faceta, który piłkarsko rozwija się ostatnio w zaskakująco szybkim tempie i kto wie, czy nie odegra kluczowej roli w zbliżającej się konfrontacji barażowej między Wartą Poznań i Polonią Bytom.

W przeddzień baraży Zieloni z Drogi Dębińskiej wcale nie potrzebują ani króliczków, ani sugestywnych reklam i skojarzeń. Wystarczy, że w całkiem dobrze ostatnio funkcjonującej ekipie trenera Bekasa na wysokości zadania stanie paru piłkarzy, od których całkiem sporo zależy, jeśli Warta ma pokusić się o awans na szczebel centralny.    

Wpływ Alaina, 'Ciary', 'Spławika', czy 'Brzozy' na boiskowy sukces jest oczywisty i w zasadzie nie podlega dyskusji. Świetnie, że mogliśmy na nich liczyć przez cały sezon. Wierzymy, że nie zawiodą i w dwumeczu z Polonią. Ważne jednak, by swoją cegiełkę potrafili dorzucić i chłopcy pozornie z drugiego szeregu.

Całkiem nie tak dawno odnotowaliśmy tu, na blogu niebanalną serię meczów ze zdobytym golem. Serię, której autorem i bohaterem był Krystian Łukaszyk, prawoskrzydłowy Warty. Nastrzelał on tyle bramek, że doczekał się w Warcie najdłuższej w ostatniej dekadzie serii meczów z golem. Okazuje się, że na lewym skrzydle, wyrasta w ostatnim czasie Krystianowi partner ofensywny, który celować w bramkę rywala też lubi. To Adam Durowicz, drobnej budowy chłopak, o którym swego czasu też już pisaliśmy, odnotowując jego szybkość i waleczność.

Obecnie do cech Durowicza dodajemy skuteczność i efektywność. Po powrocie z Jarocina do Warty Adam jest bardzo produktywnym zawodnikiem. 11 meczów w zielonych barwach oraz 4 gole, strzelane mniej więcej co 45 minut. Oprócz 5 minutowych epizodów na początku rundy, lewonożny 'Duro' zaliczył dwa pełne mecze w samej końcówce sezonu, oraz nagrodzony został trzema miejscami w wyjściowej jedenastce Warty w trzech ostatnich spotkaniach. Jak odpowiedział na zaufanie trenera? Strzelając w tych trzech meczach 4 gole. To się nazywa skuteczność. Kto był na meczu z Unią Solec Kujawski wie, że Adam Durowicz ma lewą nogę nie tylko do podpierania prawej.

Bez względu na to, czy 'Duro' jest w planach trenera Bekasa od początku sobotniego meczu, warto obserwować rozwój tego gracza. Wydaje się, że powolutku rodzi się w Warcie ofensywny gracz, który już niebawem może pociągnąć grę całej drużyny Zielonych. I warto mieć satysfakcję, że trzyma się za niego kciuki już teraz, u progu jego Warcianej kariery.   

Czy tylko my mamy nadzieję, że czwartym kolejnym meczem ze zdobytym golem będzie ten sobotni?

bgj   

 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 46
Tagi